All Inclusive
Komediodramat All Inclusive nawiązuje tytułem do wakacji w ofercie zapewniającej jedzenie i picie teoretycznie bez jakichkolwiek ograniczeń. Jednak nacisk autora recenzji na słowo teoretycznie nie jest przypadkowy. A no bo jak to w życiu bywa sztuka wyreżyserowana przez Ewelinę Piotrowiak pokazuje, że niby ‘przez przypadek’ oferta różni się od wcześniejszych ustaleń co powoduje, że z all pozostaje tylko gdzieniegdzie inclusive. Okazuje się bowiem, że na miejscu wprawdzie alkoholu jest pod dostatkiem ale już za ten lepszy trzeba dodatkowo płacić. Gościom w ramach oferty przysługuje basen w którym jednak pływają kupy a jakby tego było mało wokół pełno wrzeszczących Polaków.
Nie są to zatem wakacje na ‘bezstresie’ za ciężko zarobiony szmal tylko kłopot, użeranie się z każdym i zszargane nerwy. Jeżeli do fabuły wakacyjnej doda się na koniec liczne zdrady i romanse wówczas każdy wie, że tykająca bomba musi w końcu eksplodować co zapewni widzom bardzo dużo śmiechu jak również słodko-gorzkie przemyślenia. Fabuła sztuki to wakacyjny klasyk czyli podwójna para przyjaciół poza granicami kraju. Jedna z nich na miejscu a druga w ‘drodze’. Wydaje się, że idylla będzie trwać w nieskończoność jednak w momencie spotkania się głównych bohaterów okazuje się, że wakacje trzeba umieć przeżyć bowiem można kłócić się wszędzie, zwłaszcza tam gdzie ma się odpoczywać.
Mirosław Baka będący dumą trójmiejskiej publiczności grający podstarzałego aktora Rafała, przeżywającego kryzys wieku średniego podejrzewa swoją żonę o romans. Niestety jego podejrzenia są uzasadnione. Jego żona Ola w tej roli Monika Chomicka, ma problemy z własnym samookreśleniem, niby spełniona, niby matka ale to wszystko… no właśnie na niby. Szuka zatem okazji by zdradzić męża, który bardzo ją kocha. Smutne jest to, że ma romans a i tak chce spróbować jeszcze czegoś extra np. ze znajomym męża Markiem, który akurat przyjechał ze swoją partnerką. Rewelacyjny Grzegorz Falkowski w roli Marka to typowy amant, który próbuje przekonać cały świat, że nie jego winą jest to, iż przystojnym się urodził. Damskiej części publiczności wmawia to do pewnego czasu. Gdy wymyśla limeryki i dzieli się nimi ze znajomymi czar delikatnie pryska chociaż zaczyna być naprawdę zabawnie. W tym przypadku sprawdza się powiedzenie, że najgorszy kompan podróży to erotoman gawędziarz. Natomiast Ada, świetna rola Joanny Kreft-Baki, zakochana na zabój w Marku chorobliwie o niego zazdrosna akceptuje go takim jakim jest nawet jeżeli pewne trudności może sprawić, fakt, że ma on żonę…
Cała sztuka chociaż niby prześmiewcza doprowadza do śmiechu trochę przez łzy, próbując przemycić jednocześnie pewną zadumę i refleksję na temat zdrady i życia tych na pozór szczęśliwych ludzi. Sztuka umiejętnie buduje napięcie poprzez gmatwające się co rusz historie miłosne osiągając apogeum w momencie pseudo tańca pogo w świetle stroboskopowym.
Jeździć zatem na wakacje czy nie jeździć w ogóle? Nie popadajmy w paranoję ciepłe kraje są przecież dla każdego:)
Scena w Sopocie, która zagospodarowała przestrzeń dawnego kina Bałtyk to świetne miejsce na sztukę dobrą, lekką i przyjemną.
Polecam: Jakub Balicki
zdjęcie: internet









Erotoman gawędziarz, he he znam kilku:)
ja też tacy to idą na żywioł ciekawe ile z tego prawda:P
może się wybiorę
fajna recenzja, nawet chce się iść
a ja byłam, polecam
Fakt trzeba się zgodzić, limeryki Marka zapadają w pamięć:P
scena w Sopocie rządzi bywam, lubię, rekomenduję
fajny opis
Pan Gino pozdrawia, Sopot rządzi
Bardzo lubię klimat znad morza, a Pan Baka to rzeczywiście nasz trójmiejski skarb gra w dużych produkcjach i naprawdę świetnie brawo tak trzymać
kina Bałtyk szkoda ale scena w Sopocie też fajna
Many thanks to the tips!