Piotr Machalica specjalnie dla iwiesz24

by

Jakub Balicki: Zacznijmy może od banalnego pytania, czy jest Pan spełnionym aktorem?

Piotr Machalica:To rzeczywiście bardzo banalne pytanie:) W tym zawodzie bowiem, jedni są spełnieni po paru rolach, inni nigdy, bo zawsze jest coś co by zmienili. Osobiście nie mam poczucia straconego czasu, uprawiam ten zawód 30 lat i gdybym miał powiedzieć, że doszło do jakiegoś spełnienia to bym tu nakłamał. Mam jeszcze poczucie, że mi się chce.

Często pracował Pan np. z Krzysztofem Kowalewskim czy Markiem Konradem, czy był to przypadek?

Nie ma przypadków, jeżeli reżyser wymyśla obsadę to dobrze musi się nad tym zastanowić. Z Markiem tak naprawdę dużo nie grałem, chociaż miałem to szczęście, że grałem w filmie który on sam reżyserował, było to Prawo ojca i bardzo miło ten projekt wspominam. Z Krzysztofem również parę razy się spotkaliśmy w robocie i były to bardzo owocne i fajne spotkania.

Pochodzi Pan z aktorskiej rodziny, czy z perspektywy czasu był Pan poniekąd skazany na ten zawód?

Nie, na ten zawód nikt nie jest skazany. Z tą rodziną aktorską znowu bym tak nie przesadzał, ponieważ pionierem tego zawodu był mój ojciec. To on pierwszy poszedł w aktorstwo, a potem tak się porobiło, że Olek mój brat, prawie obrał taką samą drogę jak ojciec, był najstarszy zrobił w Bielsku Białej egzaminy eksternistycznie, a mnie szczęśliwie udało się zdać wówczas do Szkoły a dzisiaj Akademii Teatralnej. Oczywiście miało to wpływ, że od dziecka wychowywaliśmy się przy teatrze natomiast ważna też była sama chęć pójścia w ten zawód z taką wiedzą jaką ja miałem mając lat 22, czyli że jest to zawód potwornie trudny, niesprawiedliwy, ale dający czasami mniejsze bądź większe satysfakcje. Wtedy tak o tym zawodzie myślałem dziś jest zupełnie inaczej. Teraz co innego jest ważne, co innego się liczy. To nie jest tak, że teraz teatr mnie mniej zajmuje, po prostu wtedy było to bardziej klarowne tzn.: teatry eksperymentalne, teatry trudne które jak sama nazwa wskazuje miały trudniejszą formę dla widowni, spokojnie sobie żyły i funkcjonowały przy teatrach nazwijmy to repertuarowych, które proponowały klasykę i coś lżejszego czyli komedie.

Kiedyś w jednym z wywiadów powiedział Pan, że brakuje Panu rozmów o życiu, czy coś zmieniło się w tej materii?

Nie wiem w jakim kontekście to powiedziałem, nie pamiętam tego. Jeśli miałoby się to odnosić do mojej pracy to ja mam jedno pragnienie, chcę opowiedzieć ludziom jakąś historię. Chcę żeby ludzie przyszli do teatru i posłuchali, w ostatnich czasach strasznie słabo słuchamy. Właściwie to tylko mówimy, a nie słuchamy kto coś do nas mówi. Dla mnie istotne jest gdy ‘wkręcam’ się w jakiś nowy projekt, by ludziom coś opowiedzieć. Chcę żeby albo się uśmiali, albo i uśmiali i wzruszyli albo żeby się zastanowili. Taki ogólny bełkocik mnie nie interesuje.

Ostatnio Teatr 6 piętro transmitował jeden ze spektakli przez platformę internetową, czy uważa Pan, że taka forma będzie przyszłością teatru?

Nie, przyszłością nie będzie. Ludzie przychodzą do teatru i chcą zobaczyć żywych aktorów, a nie tylko gapić się w swój komputer. Teatr ma tę przewagę, że idziemy i oglądamy żywych ludzi, coś się dzieje na naszych oczach, mamy bliski kontakt, obcujemy z tym. To się pewnie będzie powtarzało, takie różnego rodzaju próby transmitowania na żywo już były. Pomijam lata 60-te i kawałek lat 70-tych kiedy Teatr Telewizji był transmitowany na żywo. To nie były rejestrowane spektakle, to wszystko był żywioł. Było to bardzo interesujące, wielu teraz moich kolegów pięknie to wspomina. Jeszcze w latach 90-tych robiono Teatr Telewizji, ale to były rejestrowane spektakle z teatru i potem emitowane w telewizji. Cała siła i przewaga teatru polega na tym, że my oglądamy na żywo ludzi, możemy ich dotknąć.

Proszę mi powiedzieć jak Pan przyjął informację o podpisaniu przez premiera Paktu dla Kultury? Będzie to w skali roku 820 milionów więcej.

Ja tego nie śledziłem, ponieważ nie sposób jest w tym całym rozgardiaszu się połapać. Wiem, że coś takiego powstało i zostało podpisane. Mówi pan o 820 milionach więcej, ale na co? Kto tym będzie rozporządzał? Musiałbym się w to wszystko wczytać. Nie wiem o co dokładnie chodzi, słyszałem tylko w radiu szczątkowe informacje. Oczywiście kultura bez pieniędzy w tych czasach się nie wybroni. Sam to przerabiam, od pięciu lat, bo jestem kierownikiem artystycznym w teatrze w Częstochowie. Nie da się robić teatru bez pieniędzy, to jest utopia i to jest chore. Jeśli jest jakaś możliwość pozyskania pieniędzy żeby rozsądnie je ‘rozparcelować’ na jakieś fajne projekty, ciekawe rzeczy, które przyniosą satysfakcję to nie widzę w tym niczego zdrożnego.

Czy myśli Pan, że aktorzy podobnie jak Pani Janda będą zakładać własne teatry bo jest zapotrzebowanie na kulturę, sztukę?

Wszystko na to by wskazywało, że może tak być. Należy jednak pamiętać, że wszystko ma swoją wydolność. Z tych, którzy podjęli się tego ryzyka wspierając to własnymi pieniędzmi części się uda a reszcie nie. Myślę, że bardzo dobrze że coś takiego w ogóle się zdarzyło. Wszytskie te teatry są bez stałych zespołów, robi się obsadę na dany spektakl. Z tego co wiem ludzie do tych teatrów chodzą. Na pewno chodzą do Teatru Polonia i do Och Teatru bo mam okazję tego doświadczać grając w paru przedstawieniach. Wprawdzie czasem jest mniej osób, czasem więcej ale np. do Polonii w ogóle nie można dostać biletów na żaden spektakl gdyż ludzie tam chodzą tłumnie. Również wygląda to tak, że te repertuary, które są ustawiane w teatrach prywatnych są takie żeby ludzie chcieli na nie pójść. Tam nie ma miejsca na eksperymenty ponieważ za tym wszystkim stoją pieniądze, które się wydaje i muszą się one w jakiś sposób zwrócić.

Jakie przymioty powinien posiadać kandydat do szkoły teatralnej?

Jest to bardzo różne. Strasznie trudno jest odkryć na egzaminach do szkoły teatralnej, kogoś kto jest wielkim albo średnim aktorem lub kimś kto nie ma w ogóle talentu, tzn. brak talentu można od razu zauważyć ale iskrę bożą już nie. Ten zawód wymaga jeszcze wielu innych predyspozycji. Trzeba mieć pewną odporność. To, że kończymy szkołę nie oznacza, że zaraz zrobimy jakąś oszałamiającą karierę. Dzisiaj to jest łatwiejsze, bowiem można sobie wyrobić twarz grając w serialu i już jesteśmy rozpoznawalni. Możemy powiedzieć, że zrobiliśmy oszałamiającą karierę bo jesteśmy na okładkach kolorowych pism. To już nie jest mój czas. Ja to akceptuję, ale jeśli chodzi o zawodowe sprawy to nie ma to wiele z zawodem aktora wspólnego. Czasem są to strzały przypadkowe, takie, że ktoś dostaje się do szkoły, potem w trakcie studiów okazuje się, że ma niezwykły talent i po szkole ta droga rozwija się w niezwykły sposób, jeśli los da tej osobie szansę czyli będzie ta osoba w stanie grać w dobrym teatrze z dobrymi aktorami i pracować z dobrymi reżyserami. Także na to wszystko musi się złożyć wiele czynników czyli ciężka praca, osobowość i szczęście.

Pracuje Pan po dwóch stronach teatru. Jako aktor i dyrektor artystyczny, która z tych ról jest trudniejsza?

Od pięciu lat pracuję w Częstochowie jako dyrektor artystyczny i jest to kompletnie inna praca niż bycie aktorem. Oczywiście bardzo trudno jest być dobrym dyrektorem artystycznym, ponieważ wiąże się to z indywidualnymi predyspozycjami. Trzeba umieć szukać dobrych tytułów i reżyserów. Nigdy nie jest tak, że mamy pewność co do sukcesu danej sztuki, natomiast ta odpowiedzialność za sukcesy spoczywa na mnie.

Czy teatr dziś i kiedy Pan zaczynał swoją karierę to te same miejsca?

Jest to szeroki temat. Jeżeli chodzi o budynki to dużo z nich nie zostało wyremontowanych w związku z tym są to te same miejsca:) Wydaje mi się, że mówiąc poważnie to tak, są to te same miejsca, chociaż chwilami chodzi o co innego, ponieważ sięgamy po takie materiały, sztuki, projekty których za mojej młodości nie było. Wtedy grało się dużo klasyki, dziś w ogóle klasyki się nie gra. Nie chcę być taki surowy, ale nie przypuszczam by młodzi aktorzy, którzy wychodzą ze szkoły znali na pamięć fragmenty Pana Tadeusza, przypuszczam, że słabo tego dotykają, chociaż jest to coś fantastycznego absolutnie ponadczasowego.

Wydaje mi, że aktorzy starszej daty mają ogromne poczucie misji, że teatr to miejsce kształtowania charakterów, natomiast młodzi aktorzy chcą jak najszybciej zabłysnąć, chcą się dorobić, są agresywni, z czego to wynika?

Wie Pan, taki jest czas, tu nie ma się czemu dziwić, wyjeżdżanie na dobre wakacje, jeżdżenie dobrą bryczką, posiadanie domu stało się celem. Za moich czasów tego nie było, była komuna, była nędza. Wtedy wszystko się skupiało na tym by pracować. Teatr nigdy nie był miejscem gdzie zarabiało się pieniądze i nie jest takim miejscem również dzisiaj.

Bardzo dziękuję za wywiad.

Dziękuję również.

Piotr Machalica – polski aktor teatralny i filmowy, wykonawca piosenki aktorskiej.