Wywiad z Arletą Bojke

by

Jakub Balicki: Jak opisałaby Pani Rosję?

Arleta Bojke: Niezwykle ciekawa, ale jednocześnie bardzo trudna – tak w największym skrócie opisałabym Rosję, choć mieszkam tu dopiero od kilku miesięcy. To kraj kontrastów, serdecznych ludzi i często bezmyślnej biurokracji. Z jednej strony zadziwia, inspiruje, bardzo pozytywnie często zaskakuje sama Moskwa, w której można znaleźć niezwykłe miejsca i spotkać przeciekawych ludzi, jak Pana prokurator wojskowy, gen. Aleksander Tretiecki, który kierował w latach 1990-92 śledztwem w sprawie zbrodni katyńskiej. To człowiek, który służył też w Afganistanie, widział i przeżył wiele okropności, a mimo to radość życia po prostu od niego bije. Ludzie w małych miejscowościach, daleko od bogatej Moskwy są po prostu niezwykle gościnni, z przyjemnością rozmawiają z Polakami. Z drugiej strony Rosja potrafi do siebie zniechęcić – bałaganem, bylejakością, przeogromnymi korkami w Moskwie, które czasem biorą się jakby znikąd czy tonami papierów, które trzeba wypełnić nawet w najbardziej błahych sprawach. Rosja to kraj, który codziennie zaskakuje.

Marta Sobocińska: Skąd pomysł na to by zajmować się właśnie tą tematyką?

Moje zainteresowanie Rosją zaczęło się w pierwszej klasie LO. Chciałam uczyć się niemieckiego, ale w programie nauczania mojej klasy pojawił się rosyjski. Z początku bardzo niezadowolona, szybko pokochałam ten język. Miałam cudowną nauczycielkę, która potrafiła zainteresować nie tylko językiem, ale i krajem, jego kulturą. Kiedy po pierwszym roku studiów w wakacje pojechałam do Moskwy i Sankt Petersburga, a potem odbyłam swoje pierwsze dziennikarskie praktyki studenckie w redakcji Wiadomości – w mojej głowie zrodziło się nieśmiałe marzenie, że może kiedyś będę rosyjskim korespondentem TVP. Przez długi czas wydawało mi się to mało realne, a spełniło się zupełnie nieoczekiwanie.

Czy istnieje szansa na to by Polska i Rosja stały się zaprzyjaźnionymi krajami, czy odmienne interesy zarówno polityczne jak i gospodarcze a także historia powoduje, iż jest to przeszkoda nie do pokonania?

Jeśli mamy na myśli Polskę i Rosję jako państwa czy rządy, to rzeczywiście – wciąż bardzo wiele kwestii stoi na przeszkodzie temu, żebyśmy mogli powiedzieć szczerze, że jesteśmy zaprzyjaźnionymi krajami. Co ciekawe, to już kilkukrotnie zdarzyło mi się, że moi rozmówcy, albo ludzie przypadkowo spotkani mówili, ze polski rząd za bardzo ufa władzom w Moskwie. Nie można zapominać, że to ogłaszane wielokrotnie „polsko-rosyjskie pojednanie” opiera się na razie tylko na słowach. Oczywiście, ja uważam za jak najbardziej pozytywne to, że rozmawiamy, dyskutujemy i traktujemy się z szacunkiem, czego przez długi czas nie było. To z pewnością krok na przód, ale żebyśmy mogli mówić o przyjaźni, to moim zdaniem trzeba ten pozytywny klimat wykorzystać, by wszystkie kwestie sporne rozwiązać. Współpraca podczas wyjaśniania przyczyn smoleńskiej katastrofy, ujawnienie wszystkich dokumentów ze śledztwa w sprawie zbrodni katyńskiej rehabilitacja jej ofiar, Gazociąg Północny to sprawy, które dzielą. Do tego dochodzą oczywiście rosyjskie zastrzeżenia – chociażby co do obecności amerykańskich żołnierzy 300 km od ich granicy. Na załatwienie tego wszystkiego potrzeba czasu, ale chcę wierzyć, że to będzie możliwe.

Ale jeśli myślimy o Polakach i Rosjanach jako o zwykłych ludziach, to moje osobiste odczucie jest takie, że jesteśmy przyjaciółmi. Mi się jeszcze nie zdarzyło, żeby ktoś źle zareagował na to, że jestem Polką. Najczęściej Rosjanie reagują z dużym entuzjazmem. Wydaje mi się, że to działa trochę na takiej zasadzie: „Lubię Rosjan, ale nie lubię rosyjskich władz.”

J.B: Mówi się, że to raczej machina opinii publicznej i władza rosyjska nakręca pewne zachowania a zwykli Rosjanie są niezwykle ciepło nastawieni do Polaków czy jest to prawda?

Kiedy przyjeżdżałam do Moskwy, ostrzegano mnie, że ludzie potrafią być niegrzeczni, że nie pomogą, a często tylko coś odburkną, ale mi się nigdy nic takiego nie zdarzyło. Wszyscy bardzo ciepło reagują na informację, że jestem Polką. Bardzo często ludzie opowiadają, że ktoś w ich rodzinie też jest albo był z Polski. Pytają o Polskę, są ciekawi tego, co rzeczywiście myślimy o katastrofie, jak odbierane są rosyjskie gesty, etc. Zdarzyło mi się, kiedy się zgubiłam w Moskwie, że człowiek, którego zapytałam o drogę, po prostu mnie tam zawiózł, mimo że sam jechał w przeciwnym kierunku. Kiedy byłam u pogorzelców, którzy ucierpieli podczas pożarów tego lata, jedni Państwo nie chcieli pozwolić mi wyjechać bez owoców od nich, „bo w Moskwie takich nie ma”. Moje osobiste doświadczenia na każdym kroku potwierdzają, że tzw. „zwykli Rosjanie” są do Polaków jak najbardziej pozytywnie nastawieni.

Czy tragedia smoleńska rzeczywiście miała pozytywny wpływ na relacje polsko-rosyjskie?

Tak jak już mówiłam, na pewno krokiem naprzód jest to, że rozmawiamy, dyskutujemy ze sobą, a nie toczymy już otwartego sporu na forum międzynarodowym. Ale to tzw. przez niektórych „polepszenie” jest moim zdaniem bardziej złożoną kwestią. Z jednej strony nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest ono trochę sztuczne. Po prostu nie wyobrażam sobie, żeby na poziomie retorycznej polityki mogło być inaczej po katastrofie, która wstrząsnęła nie tylko nami, ale naprawdę całym światem. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że jednak w ostatnim czasie rosyjskie władze odżegnały się od stalinizmu, a ta pozytywna zmiana w nastawieniu do Polski miała miejsce jeszcze przed 10 kwietnia. Wcześniej przecież „przełomem” nazywana była wizyta Władimira Putina w Katyniu. Tu jednak też jest „ale”, bo zmiana w nastawieniu rosyjskich władz odnosiła się tylko do rządu Platformy Obywatelskiej, a 7 kwietnia w Katyniu nie było polskiego prezydenta. Te pozytywne gesty z rosyjskiej strony też wydają się być puste. Dokumenty ze śledztwa ws. zbrodni katyńskiej przekazane przez prezydenta Dmitrija Miedwiediewa przekazane wtedy jeszcze p.o. prezydenta Bronisławowi Komorowskiemu były już w Polsce znane. Reszta akt wciąż jest utajniona, a sprawa w sądzie, która ma doprowadzić do ich odtajnienia utknęła w martwym punkcie. W lipcu okazało się, że nawet nie wiadomo, kto utajnił te dokumenty, bo i Naczelna Prokuratura Wojskowa Rosji i specjalna, podlegająca prezydentowi, komisja ds. tajemnicy państwowej się tego wypierają. Zamiast odpowiedzi, jest coraz więcej znaków zapytania. O rehabilitacji polskich ofiar zbrodni stalinowskich też nikt nie mówi. A jeśli chodzi o samo śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej, to co prawda w ostatnim czasie Rosjanie systematycznie przekazują Polsce dokumenty, ale wciąż nie są to najważniejsze dowody z dochodzenia i nie są to materiały, o które proszą polscy śledczy. Podsumowując, Polska ma teraz dobrą pozycję negocjacyjną w rozmowach z Rosją (niezależnie od tego, z czego ona wynika), ale musi ją dobrze wykorzystać i sprawić, by z rosyjskiej strony nie skończyło się na przyjaznych słowach.

M.S: Czy krzyż spod Pałacu Prezydenckiego powinien zostać przeniesiony?

Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Ja nie mam nic przeciwko krzyżowi stojącemu przed Pałacem Prezydenckim. Nie tylko dlatego, że otacza nas duża ilość symboli religijnych i to – niezależnie od tego, czy się to wszystkim podoba, czy nie – jest częścią naszej tożsamości narodowej, ale też dlatego, że jest to symbol ogromnej tragedii, która miała wpływ na nas wszystkich, symbol jedności narodowej, o której teraz większość ludzi już zapomniała w obliczu podziału, jaki ten sam krzyż spowodował. Jednoznacznie mogę jednak powiedzieć, że moim znaniem pamięć ofiar tej katastrofy powinna zostać godnie uczczona i uważam, że Krakowskie Przedmieście, na którym ludzie gromadzili się, by wspólnie przeżywać ten ból jest odpowiednim miejscem. Mam też nadzieję, że cała ta frustrująca walka o krzyż doprowadzi do tego, że dojdzie w Polsce do rzeczywistego rozdziału państwa od kościoła, bo moim zdaniem miejsce religii powinno być daleko od polityki.

Czy popularna gra na facebooku „obrona krzyża” – deprecjonuje i ośmiesza tragedię smoleńską?

Mam problem z tą całą internetową satyrą dotyczącą obrony krzyża. Rozumiem, że to sposób odreagowania na niekończące się i ocierające o granice absurdu dyskusje, ale z drugiej strony trudno zapomnieć, od czego się zaczęło – mam na myśli katastrofę. Ja oczekiwałabym zarówno od polityków, jak i internautów więcej powściągliwości.

J.B: Czy uważa Pani że państwo rosyjskie zataiło jakieś informacje dotyczące tragedii smoleńskiej?

Śledztwo jeszcze się nie skończyło, więc odpowiedź na to pytanie nie jest możliwa. Można mieć wiele zastrzeżeń do pracy Rosjan. Działo się wiele dziwnych rzeczy. Np. dlaczego tak długo trwało ustalanie rzeczywistego czasu katastrofy? Nie usłyszeliśmy racjonalnego wytłumaczenia. Dlaczego w zapisie rozmów w kabinie pilotów nie ma mowy o tym, że rosyjscy kontrolerzy powiedzieli polskim pilotom, że powinni odlecieć na inne lotnisko, co rzekomo miało miejsce. Nie znamy odpowiedzi na te pytania. Pytanie brzmi też jednak, czy polscy śledczy pracują bez zarzutu i robią wszystko, żeby jak najściślej współpracować z Rosjanami. Nie będąc w środku tego procesu, a zbierając tylko szczątkowe informacje, nie można odpowiedzieć na to pytanie. Nieufności – jak najbardziej, przesądzanie czegokolwiek w tej chwili – nieuczciwe.

Czy poznamy prawdę czy będzie to jedna z niewyjaśnionych tajemnic w historii Polski/świata?

Moim zdaniem na to pytanie będzie można uczciwie odpowiedzieć dopiero po zakończeniu śledztwa.

M.S: Jaką politykę powinien prowadzić Bronisław Komorowski wobec Rosji? Czy powinien korzystać ze swojego hasła wyborczego: Zgoda Buduje?

Według mnie to nie jest kwestia hasła wyborczego. Oczywiście, że zgoda buduje, ale to nie oznacza, że zawsze trzeba się na wszystko zgadzać, prawda? Jestem daleka od tego, by uważać się za osobę, która może polskiemu prezydentowi udzielać rad, więc powiem tylko tyle: chciałabym, aby polityka Bronisława Komorowskiego doprowadziła do tego, że moment, kiedy rzeczywiście mamy szansę prowadzić z Rosjanami konstruktywny dialog został wykorzystany i żeby nadeszła chwila, kiedy szczerze będzie można mówić o przełomie i stabilnych, przyjaznych, sąsiedzkich relacjach. Wydaje mi się, że jesteśmy jeszcze na początku tej drogi i jest jeszcze mnóstwo w tej kwestii do zrobienia.

J.B: Wojciech Jagielski nazwał Afganistan rozkładającym się ciałem, którego najchętniej nikt by już nie ruszał, po tylu latach nikt nie ma pomysłu jak stamtąd wyjść, czy według Pani uda nam się kiedykolwiek opuścić Afganistan?

Na pewno się uda. Nasze władze nie pozwolą sobie na to, by polscy żołnierze zbyt długo stacjonowali w Afganistanie, bo zacznie to wywoływać coraz większy sprzeciw opinii publicznej. Także ten moment na pewno nastąpi. Pytanie brzmi tylko, czy sytuacja w Afganistanie będzie już wtedy stabilna. Tu już mam poważne wątpliwości, a wręcz jestem przekonana, że niestety nie.

Jakie cechy charakteru należy posiadać by nagrać dobry reportaż?

Jestem, przynajmniej jak dotąd, dziennikarzem newsowym i moje materiały trudno nazwać reportażami. Choć kiedyś chciałabym je robić J Ale nie odkryję Ameryki, jak powiem, że każdy dziennikarz powinien być ciekawy świata, ciekawy miejsca, w którym się znajduje, ciekawy swoich rozmówców oraz – co moim zdaniem niezwykle ważne – otwarty na to, że można myśleć inaczej, ze ktoś może kierować się w życiu zupełnie innymi zasadami niż my. Chodzi o to, by nie osądzać tej inności, z gruntu jej nie odrzucać, a starać się zrozumieć i pokazać.

M.S: Czy istnieją złote zasady dobrego reportażu?

Oczywiście, że tak. Nie bez powodu powstały o tym książki, do których teraz odeślę. Musiałabym być niezwykle arogancką osobą, by uważać, że wiem już o tym zawodzie tak dużo, że mogę uczyć innych.

Jakimi cechami powinien charakteryzować się dziennikarz by mógł osiągnąć uznanie wśród odbiorców?

Wydaje mi się, że nie powinien uważać, że wszystko wie najlepiej i dawać odbiorcom wyciągać własne wnioski. Powinien być rzetelny, być pasjonatem swojej pracy i umieć tą pasją zarażać innych. Powinien też szukać sposobów na to, by nie być wtórnym, szukać nowych punktów widzenia, nowych tematów i nowych form.

J.B: Czy jest Pani spełniona jako dziennikarka?

Tak. Jest jeszcze wiele rzeczy, które w trakcie swojej dziennikarskiej kariery chciałabym zrobić, ale na ten moment czuję się zawodowo spełniona. Mimo frustracji, które myślę, że każdy od czasu do czasu w związku ze swoją pracą przeżywa, muszę przyznać, że w swoim zawodowym życiu dostałam wiele szans, które pozwoliły mi się rozwijać i które doprowadziły mnie do tego momentu, w którym jestem. Uważam, że zawdzięczam to swojej ciężkiej pracy, ale dziękuję osobom, które ją zauważyły, bo niestety nie każdy ma to szczęście, że jego ciężka praca przynosi rezultaty.

Jakie jest Pani największe marzenie?

Umieć pogodzić rozwój zawodowy w tak absorbującej pracy, jaką jest dziennikarstwo z udanym życiem osobistym i rodzinnym.

M.S: Kto jest dla Pani niedoścignionym wzorem sztuki dziennikarskiej?

Oriana Fallaci. Wiem, że wiele osób krytykuje ją za zbyt radykalną ocenę islamu, ale ja ją podziwiam jako dziennikarkę, która pracowała w miejscach, w którym w jej czasie nie pracowały inne kobiety, w miejscach, w których mężczyźni nie uważają kobiet za partnera do rozmowy. Niezwykle cenię ją jako dziennikarkę, która dzięki swojej odwadze i ciężkiej pracy mogła przeprowadzać wywiady z najbardziej wpływowymi ludźmi na świecie, z dyktatorami, którzy stronią od dziennikarzy, szczególnie tych, których nie mogą kontrolować, spoza ich własnego kraju. Nie chcę oceniać jej poglądów. Jestem zafascynowana jej pracą.

Arleta Bojke – dziennikarka TVP, obecnie korespondent w Moskwie, wcześniej pracowała w redakcji zagranicznej „Wiadomości” i obsługiwała wydarzenia w różnych częściach Europy od wyborów w Rosji, przez wyjście Alego Agcy z więzienia do procesu Josefa Fritzla w Austrii. Jest absolwentką Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu.

Wszelkie treści opublikowane w niniejszej witrynie internetowej stanowią własność portalu iwiesz24.pl, a ich kopiowanie oraz upowszechnianie w całości lub częściowo bez zgody właściciela jest zabronione.

zdj. internet