Wywiad z Marzeną Chełminiak

by

Marta Sobocińska: Nie jest Pani z wykształcenia dziennikarką tylko pilną uczennicą głównie Andrzeja Woyciechowskiego. Czy takie podejście do zawodu zapewnia sukces?

Czy w pytaniu chodzi o wykonywanie zawodu bez wykształcenia dziennikarskiego? Jeśli tak, to odpowiadam:) Nie ma recepty na sukces w żadnym zawodzie. Gdyby była świat byłby pełen ludzi sukcesu, bo któż, by nie chciał.

Kiedy zaczynaliśmy pracę w Radiu ZET, chyba nikt z nas nie był po studiach dziennikarskich. Andrzej Woyciechowski nawet się tym chwalił, że ma w zespole lekarza, biologa, geografa. O mnie mówił- „zakonnica”- żeby zrobić wrażenie na gościach z zagranicy. A to dlatego, że skończyłam studia misjologiczne:) Teraz, gdy ktoś pyta mnie jak zostać dziennikarzem mówię- studiuj to co cię pociąga. A potem staraj się dostać do jakiejś redakcji. Wszędzie potrzebują specjalistów od biologii, geografii, ekonomii, a dziennikarstwa w teorii nie da się nauczyć.


Jakub Balicki: Nie udziela Pani zbyt wielu wywiadów dużo częściej sama je przeprowadza. Nie lubi być Pani po drugiej stronie?

Jestem ciekawa ludzi i ich życia. Lubię pytać. Robię to naturalnie, w każdej sytuacji, także poza studiem. A, że nie zwracam na siebie uwagi w trakcie rozmowy? Cóż, może to staroświecki styl przeprowadzania rozmów, w których gość, a nie rozmówca jest na pierwszym miejscu. Sama nie udzielam wielu wywiadów, bo nie jestem żadną gwiazdą, raczej pracuje blisko gwiazd:)

M.S: Czy  często korzysta Pani z  „Księgi na dobry dzień”?

„Księga na dobry dzień” została napisana przez słuchaczy, to zbiór dość oczywistych afirmacji. Nie korzystam z niej, te poglądy są mi bliskie i górnolotnie powiem – noszę je w sobie.


J.B: Jest Pani bardziej terapeutką czy dziennikarką? Strona internetowa jaką Pani prowadzi jest dość intymna, przypominająca formą pamiętnik. Dla kogo Pani ją prowadzi, dla siebie czy Pani słuchaczy?

Jestem dziennikarką. Skupioną bardziej na emocjach ale dziennikarką. Strona internetowa powstała wiele lat temu, żeby dać Kawałek siebie takim jak ja. Nie nadążałam z odpisywaniem na maile, przyjaciółka, która jest adminem „podarowała” mi na urodziny stronę i nauczyła jej obsługi. Nie jestem ekshibicjonistką, na tej stronie nie epatuje swoimi prywatnymi sprawami. Piszę o emocjach, uczuciach, dzielę się swoimi poglądami. Strona najbardziej mi pomogła w czasie choroby. To było miejsce ogromnego wsparcia.


Jest Pani dyżurnym dziennikarzem od audycji specjalnych. Ostatnio prowadziła Pani audycję dotyczącą tragedii nad Smoleńskiem czy chociażby audycję poświęconą śmierci papieża Jana Pawła II. Jak udaje się Pani takie wydarzenia relacjonować w sposób niezwykle świeży oraz co wydaje się wręcz niemożliwe optymistyczny?

Faktycznie tak się składa, że prowadzę programy przy okazji smutnych zdarzeń. Może dlatego, że mam ciepły i…uśmiechnięty głos, a w takich chwilach potrzebujemy refleksji, ale też pozytywnego przekazu. Jestem sobą, nie przygotowuję się do takich „akcji”, nie mam taktyki. Zwykle włączamy telefony, a ja zwyczajnie pozwalam słuchaczom mówić. Nie komentuję nie kłócę się z tymi, którzy mają inne zdanie. Okazuje się, że w smutnych chwilach chcemy tylko pokazać, że jesteśmy razem. Za każdym razem jestem pełna podziwu dla delikatności i klasy naszych słuchaczy. A jak jest z tym optymizmem? Cóż, skoro nie da się cofnąć czasu trzeba szukać tego co dobre. Skupić się na poszukiwaniu sensu, także tych zdarzeń, które na pierwszy rzut oka są bezsensowne.

M.S: Przeprowadziła Pani szereg wywiadów z ludźmi kultury i biznesu. Każdorazowo umiejętnie wciąga Pani rozmówcę w swój świat, jak Pani to robi?


Pomiędzy rozmówcami, albo iskrzy, albo nie. Ja to wiem już przy windzie, gdy witam się z gościem. Są osoby bardzo zdystansowane i grające swoją rolę także poza sceną. A są takie, które nie boją się być sobą. I z tymi łapię kontakt natychmiast. Mam chyba…intuicję.

J.B: Ogranicza Pani swoją publiczną obecność wyłącznie do bycia głosem. Nie funkcjonuje Pani wizerunek w jakichkolwiek mediach, gazetach, czasopismach. Skąd taki pomysł na siebie?

Kiedyś słuchałam radia non-stop. Zasypiałam wyobrażając sobie ludzi, którzy do mnie mówili z głośnika. Nigdy nie chciałam ich zobaczyć, poznać, oni byli „z radia”. Ze świata magii. Teraz media bardzo się spłaszczyły. Są odarte z magii. Ja po swojemu chcę tę magię ochronić. I wcale nie dlatego, że mam „radiową urodę”:)


M.S: Na forum można przeczytać wiele głosów, w szczególności od Pani radiosłuchaczy, iż powinna Pani ujawnić swoje zdjęcie. Czy kiedykolwiek to się stanie? Dlaczego słuchaczom nie wystarcza znajomość Pani charakterystycznego, ciepłego głosu i postów na stronie internetowej?

Tak naprawdę są moje zdjęcia. Tyle, że nigdy nie są  to zdjęcia wprost. Zawsze jest jakaś nutka tajemnicy. Pokazuje oczy, albo zarys twarzy, jestem fotografowana przez szybę, w weneckiej masce. Słuchacze to doceniają. Dostaje także sporo podziękowań za to, że nie pokazuję twarzy i nie biorę udziału w wyścigu.

J.B: Czy w świecie przepełnionym wszechobecną reklamą istnieje magia głosu? Czy istnieje jeszcze magia radia?

Istnieje.

Mam na to dowody:) W postaci oświadczyn, czy wyznań miłości. Ci, którzy je piszą zakochują się w głosie, nie we mnie, to magia, prawda?


M.S: Jest Pani wisienką w torcie całej Zetki, kto jest dla Pani wzorem radiowego dziennikarstwa?

Nie czuję się wisienką, jestem częścią mojego Radia. Łącznikiem między tym co było, a tym co jest. Nie mam wzorów, tak jak wszyscy wychowałam się na Trójce. Wtedy podobała mi się magia audycji Kaczkowskiego, Beksińskiego, Niedźwieckiego.

Bardzo dziękujemy za wywiad.

Dziękuję  również.

Marzena Chełminiak – dziennikarka Radia Zet od samego początku istnienia stacji. Przez kilka miesięcy w 2000 roku pracowała w RMF FM. Absolwentka ATK w Warszawie. Dziennikarstwa radiowego uczyła się na początku lat 90. pod okiem Andrzeja Woyciechowskiego.

Wszelkie treści opublikowane w niniejszej witrynie internetowej stanowią własność portalu iwiesz24.pl, a ich kopiowanie oraz upowszechnianie w całości lub częściowo bez zgody właściciela jest zabronione.